Dzieci nie chcą śmieci
Reportaż | 15 kwietnia, 2023
ŁĄCZĘ SŁOWA

Pięć milionów w zamian za zgodę na budowę wysypiska.

(Duży Format 30.07.2018)

Biznesmen chce założyć w Nasielsku pod Warszawą największy zakład przetwórstwa odpadów. Brakuje mu zjazdu z drogi. Burmistrz Nasielska odmawia, pół roku później zezwala.

– Co się zmieniło? – pytam.

Burmistrz: – W nowym wniosku była inna lokalizacja zjazdu, myślałem, że chodzi o coś innego. To mój błąd, tyle tych zajęć, nie zwróciłem uwagi, że to inna droga, ale sprawa ta sama. Ostatnio wycofałem jednak tę zgodę.

„Szczupły, miły elegancik”

Wieś Jaskółowo leży w połowie drogi między Nasielskiem a Serockiem. To teren Nasielsko-Karniewskiego Obszaru Krajobrazu Chronionego, 1,5 kilometra na wschód od Jaskółowa są tereny Natura 2000 Świetliste Dąbrowy i Grądy w Jabłonnie, a dalej ogromny Warszawski Obszar Krajobrazu Chronionego. Do Zalewu Zegrzyńskiego raptem 12 kilometrów. 1,5 kilometra na południe jest nawet ujęcie czwartorzędowej wody dla gminy Serock.

– Tu ludzie na grzyby przyjeżdżają – mówi mi mężczyzna, wyłącza silnik traktora, opiera się o kierownicę. – Tu sarny siedzą, bażanty, dziki, łosie nawet są. Pola mam za tym lasem, chcieli ode mnie wykupić, ale nie sprzedałem. Po tamtej stronie lasu nikt nie sprzedał, no ale tutaj chłopy biedniejsze, to posprzedawali. Jedno małe wysypisko już tu jest. Jak się paliło w tamtym roku, to poszedł dym na moją posesję, parę dni rzygałem od tego plastiku.
– A tego nowego wysypiska się obawiacie? – pytam.
– Przecież to do wody pójdzie, bo na tym polu jest melioracja. Ludzie coś protestowali, kiedyś byłem na spotkaniu. Ale co jeden człowiek może zrobić?

Idę dalej przez pola. Dookoła Mazowsze jak z obrazka. Pola żyta, stare drzewa. Pukam do drzwi pierwszego domu, otwiera starsza kobieta.

– Było zebranie, boimy się. Tu przecież jest już to małe wysypisko, śmierdzi, że okna nie otworzysz. A tu dobra ziemia jest, III, IV klasa. Jak budowali tamto wysypisko, to też ludzie protestowali. A i tak zbudowali.

Kolejny dom.

– Od tego starego wysypiska szczurów jest od czorta – mówi kobieta. – Miało być co innego i ludzie posprzedawali ziemię. A potem się okazało, że jest wysypisko. Nas też chcieli wykupić, ale się nie zgodziliśmy. Ale pan do sołtysowej pójdzie, ona więcej wie.

Z sołtyską Jaskółowa Bożeną Nowosielską siadamy w cieniu rozłożystego drzewa.

– Z tym pierwszym, gminnym wysypiskiem też się nie zgadzaliśmy. Ziemię na nie sprzedał były sołtys. Pisaliśmy pisma, blokowaliśmy drogi, nawet tam spaliśmy, żeby nie wpuścić sprzętu budowlanego. Ale ściągnęli policję i nas powynosili, a ludzie z urzędu gminy od razu ogrodzili teren.

Wysypisko powstało w 2002 roku. Ma 3,5 hektara powierzchni i obsługuje dwie gminy: Nasielsk i Wieliszew. Jest przestarzałe, nie ma sortowni, tylko góra śmieci, która od czasu do czasu płonie. Pola wokół składowiska w latach 90. zaczęła wykupywać od rolników spółka Hydrocentrum. Miał tu powstać nowoczesny zakład produkujący nawozy z odpadów organicznych. Ale firma splajtowała, zakładu nigdy nie wybudowano, a syndyk upadłościowy wystawił 45 hektarów gruntu na sprzedaż. Ziemię nabył
Robert Wereda, biznesmen z Warszawy.

Sołtyska Nowosielska: – Poznałam go, przyjechał tu siedem lat temu wypasioną furą, elegancik, szczupły, miły, kulturalny. Powiedział, że chce otworzyć mały zakład przetwórstwa odpadów. Mówił, że będzie ładnie, ekologicznie, że wszystko w budynkach będzie. Chodził po domach, namawiał ludzi, podpisy zbierał, za zgodę oferował pieniądze i pracę.

Sołtyska organizuje wtedy spotkanie z mieszkańcami. Wereda pokazuje plan budowy największego i najnowocześniejszego w Polsce zakładu gospodarowania odpadami. Mieszkańcy są przeciwni. Na drugie spotkanie biznesmen przywozi prof. Andrzeja Kraszewskiego z Politechniki Warszawskiej, byłego ministra ochrony środowiska w rządzie Donalda Tuska. Inwestor przekonuje, że budowa będzie ekologiczna. Ale mieszkańcy zadają trudne pytania: o liczbę tirów, spadek wartości nieruchomości, o dopłaty, ktoś insynuuje, że inwestycja to oszustwo.

– Ludzie nie chcieli – mówi Nowosielska. – Znów zagłosowali przeciw. Temat się rozpłynął, a pan Wereda zniknął na długie lata.

> czytaj cały reportaż

Jądro chciwości
Pięć kilometrów z wodą na głowie